wtorek, 12 grudnia 2017

"Krok do szczęścia"

Cierpisz, tak niesamowicie cierpisz. Kolejny raz, kolejny wieczór dobijasz się smutnymi piosenkami, dołującymi cytatami... Mówisz na głos "jest okej, nie jestem smutna",  a wewnątrz bezgłośnie krzyczysz o pomoc, o pomoc która nie nadchodzi. 
Widzisz, że najbliżsi chcą ci pomóc jednak bezskutecznie. 
Codzienne kłótnie, przepychanki zbliżają Cię coraz bardziej do jednego... Do wiecznego odpoczynku. 
Zaczynasz od pierwszej kreski...daje ulgę, na którą czekałas tyle czasu, kontynuujesz cięcia...pojawia się kolejne i kolejne.  Zatrzymujesz się, już wystarczy, zakrywasz cięcia, chowasz żyletki,  zużyte chusteczki wyrzucasz, ponieważ zostały poplamione czerwoną cieczą.  Wracasz do "ŻYCIA", udajesz dalej. Ile tak wytrzymasz?
I znowu tu jesteś... Kolejne kreski pojawiają się już nie tylko na rękach.  "Alternatywa śmierci",  powtarzasz w swojej głowie, lepiej mieć rany na ciele niż w psychice, prawda?  Szkoda tylko, że prawda jest zupełnie inna.  Masz rany na ciele, bo w psychice zabrakło miejsca... Po prostu nie ma już czego zniszczyć.  Żyjesz bo musisz.
Kolejne dni, tygodnie.  Depresja, smutek, płacz. Cały czas ci towarzyszą. Osoby, które były dla ciebie ważne odeszły, zostawiły Cię. Dlaczego? Co takiego zrobiłaś?  Powiedziałaś prawdę?  Co na prawdę czujesz...  To, to ich odstraszyło prawda?  Boli, znowu. 
A więc witamy tu po raz trzeci. Znowu żyletka? Tak, i nie tylko ona...alkohol, tabletki nasenne. Plan idealny. Bierzesz garść tabletek, połykasz i popijasz trunkiem. Siadasz popierając ścianę.  Nie ruszasz się, aż tu nagle, w mgnieniu oka zrywasz się biorąc żyletkę... Robisz cięcia. Kolejne, jedno za drugim,  systematycznie coraz głębsze.  Chociaż w sumie, nie chce ci się już bawić, i tak już jesteś śpiąca. Jeden ruch. Mocno i pewnie przeciągasz ostrze po własnej skórze.  Szkarłatna krew zalewa obszar do okoła ciebie.  Udajesz się na błogi odpoczynek.  Zasypiasz, a po twoim  policzku spływa jedna łza. Łza szczęścia.  Zapadasz w sen wieczny z uśmiechem na ustach, bo wiesz, że po drugiej stronie będzie lepiej.

piątek, 21 października 2016

Krótkie rozważanie, które dedykuję specjalnie dla osoby, która podzieliła się ze mną swoją historia. Życzę miłego czytania. :)     




Ból psychiczny - emocjonalny jest najgorszą torturą człowieka. O ile krzywdy fizyczne jesteśmy w stanie przetrwać to tortury jakie po ciężkich przejściach zapewnia nam nasz własny mózg, nasza podświadomość są nie do zniesienia. Jeśli człowiek jest silny, poradzi sobie z problemem. Niestety nie każdy jest w stanie. Czasami zbyt duże obciążenie emocjonalne jest tak uciążliwe, że z ogromną przyjemnością chcielibyśmy zakończyć naszą egzystencję. Ty zaliczasz się jednak do pierwszego grona. Jesteś silna i dużo potrafisz znieść. Kiedy życie rzuca ci kłody pod nogi ty podnosisz się z ziemi i idziesz dalej.
   Wiele razy już zostałaś zraniona. Zaczynasz uczyć się na błędach. Skrywasz swoje prawdziwe emocje -uczucia pod otoczką luzactwa, pewnego rodzaju obojętności na to co cię otacza. Tak na prawdę...Kim jesteś? Na zewnątrz obojętny na czynniki zewnętrzne, a w środku? Skrzywdzone dziecko. Pełna uczuć i empatii na resztę świata. Ty również tego potrzebujesz, potrzebujesz zrozumienia, szczęścia, miłości. To, że raz czy dwa razy sparzyłaś się nie może zamknąć ci drogi do prawdziwego szczęścia.
   Spotykasz w końcu jego. Czarnowłosego, sympatycznego, miłego chłopaka. Z początku bardzo ostrożnie podchodząc obdarowujesz go sympatią, przyjaźnią. Poświęcasz mu coraz więcej czasu. Ty jemu , a on tobie. Dostrzegasz światełko nadziei na swojej trudnej drodze życia. Widzisz przez mgłę niepewne szczęście, które czai się za rogiem.
    Zastanawiasz się czy zaryzykować. Dużo myślisz. Ogrom czasu poświęcasz na wykluczenie wszelkich wątpliwości, na przemyślenie czy twoja decyzja jest właściwa.
Wreszcie podjęłaś decyzję. Zaryzykujesz. Zaufasz, poddasz się uczuciu jakie cię ogarnęło.
   Czy zrobiłaś dobrze? Nie wiesz, jak do tej pory wszystko idzie po twojej myśli. Każdy zasługuje na szczęście, szczególnie ty, więc pilnuj swojego szczęścia aby nie przeciekło ci przez palce i nie znikło w otchłani niepewności.

wtorek, 18 października 2016

Miłość - dar czy przekleństwo?

Każdy chce być kochanym, ale nie każdy otrzyma tę miłość. Kiedy kolejnego dnia stajesz w drzwiach klasy i widzisz rozpromienione twarze swoich kolegów, nie wiesz czy dołączyć do nich czy znów zamartwiać się, że osoba do której czujesz znacznie więcej niż do innych nie zwraca na ciebie uwagi.
Wchodzi on. Szczęśliwy z grupką osób, które zawsze są z nim. Wita się z tobą i resztą klasy. Prawie przez cały dzień o nim myślisz. Ani na chwilę twoje myśli nie schodzą na inny drugi tor, inny temat. Czyżbyś się zauroczyła? Zakochała?  Nie potrafisz sobie odpowiedzieć na to pytanie. A może po prostu boisz się prawdy?
Kolejne dni mijają a ty coraz bardziej zatapiasz się w myślach o tym jedynym. Chciałabyś pokazać ile dla ciebie znaczy, jak bardzo ci na nim zależy. I tutaj pojawia się problem. Jesteś zbyt nieśmiała. Boisz się, że jeśli ujawnisz swoje emocje, uczucia to zostaniesz wyśmiana, skrzywdzona. Strach przed bólem i upokorzeniem tak cię paraliżuje, że postanawiasz o nim zapomnieć. Zająć się nauką, swoim hobby. Zaczynasz robić wszystko byle tylko o nim nie myśleć. W końcu w jakimś stopniu udaje ci się odciągnąć myśli na inny tor. Wtedy spotykasz kolejnego chłopaka. Z upływem czasu maskujesz uczucie które zaczęło cie niszczyć i angażujesz się w swój nowy związek. Po niespełna miesiącu okazuje się, że był on zwykłą porażką. Rozstajecie się. Przyjaciele próbują cię pocieszyć. Podnieść na duchu. Udaje się to tylko jemu, temu przez którego nie mogłaś ma niczym się skupić, w którym byłaś zakochana.
Wracasz do normalnego biegu życia. Znów zwracasz uwagę na to co dzieje się wokół ciebie. Ożywają uczucia. Odradzają się z prochu by z podwójną siła w ciebie uderzyć. Zaczynasz z nim więcej rozmawiać. Widzisz, że mu zależy ale ty nie potrafisz okazać tego samego. Po prostu nie wiesz jak powiedzieć "kocham cię".  Widujesz go coraz częściej w towarzystwie innych dziewczyn. Widzisz jak się z nimi przytula i nagle zdajesz sobie sprawę, że jesteś zazdrosna. Najchętniej wyjawiłabyś mu cała prawdę. Pocałowała i przytuliła najmocniej jak tylko potrafisz. Serce podpowiada ci podejdź, pomóż losowi i zawalcz o swoje szczęście. Jednak to rozum przejmuje władzę. Teraz siedzisz i myślisz dlaczego ja? Dlaczego to ja muszę się tak męczyć?
Warto kochać?  Odpowiedzi na to pytanie będą różne. Jedni, ci którzy z wzajemnością obdarzyli druga osobę uczuciem powiedzą, że tak. Że to najwspanialszy dar jaki mogli dostać od losu.  Ci którzy cierpią z miłości, bo miłość w ich przypadku jest jednostronna, powiedzą, że życie bez uczucia zwanego miłością byłoby największym prezentem.
A ty? Znajdziesz miłość?  Jeśli tak to powiedz wprost tej osobie " kocham cię " bo nie każdy jest w stanie domyślić się, że kochasz. A jeśli nawet to będzie zbyt speszony aby ci to wyjawić.

poniedziałek, 17 października 2016

Najważniejsze to dać sobie czas

" Ten post dedykuję wszystkim zdołowanym i na samym początku zastrzegam że to opowiadanie nie jest pisane z powodu mojego nastroju, po prostu taką miałam wenę " 😃

Życie bez miłości może zostać porównane do zimy bez śniegu. Trudno sobie wyobrazić aczkolwiek coraz częściej się zdarza. Ludzie w trakcie całego swojego życia doświadczają wszelakich emocji. Złości, szczęścia, bólu, smutku... Czasami je pamiętamy, czasami nie.
Na samym początku naszej egzystencji poznajemy co znaczy słowo "przyjaźń".  Zdobywamy nowych przyjaciół ale też wrogów. Poznajemy ich bliżej i z czasem nie potrafimy wyobrazić sobie bez nich życia. Tak samo jest z miłością. Poznajemy osobę, która staje się dla nas całym światem. Z czasem nie możemy sobie wyobrazić chociażby dnia bez zobaczenia jej uśmiechu, czy przytulenia. Piszemy z nią coraz częściej i coraz więcej. Przestajemy panować nad sobą. Nasza świadomość, zdrowy rozsądek zostaje przyćmiony właśnie przez nią. Czas mija jak "z bicza strzelił", a ty coraz bardziej toniesz w uczuciach. Ufasz coraz bardziej, pokazujesz swoją miłość otwarcie. Snujesz plany udanego związku,  myślisz że już nic nie może się popsuć, jesteś tego wręcz pewny. Podświadomie jednak słyszysz głos, który ci mówi, że to za szybko, że wszystko co się dzieje to tylko iluzja, która za niedługo się skończy. Jednak nie słuchasz tego głosu. Zakopujesz go pod stertą szczęścia. Minął kolejny tydzień, znów otworzyłaś się na nowy rozdział. Zaufałaś miłości swojego życia w stu procentach. I właśnie teraz, kiedy wszystko idzie w jak najlepszym kierunku pojawia się koniec iluzji.
Koniec tygodnia, jesteś zadowolona bo ona to odpoczynek. Czytasz właśnie wiadomość, która dostałaś od swojej miłości. Momentalnie z ogromnego uśmiechu,  który miałaś, tak dużego szczęścia z początku weekendu... Twoja twarz pokazuje smutek, żal, rozczarowanie, niedowierzanie i ból.  Ogromny ból spowodowany słowami "Nie chce cię zranić, ale nic do ciebie nie czuję"  Kiedy dociera do ciebie sens tych słów nie możesz powstrzymać łez. Zostałaś zraniona i chcesz to pokazać. Ale duma jest potężniejsza. Zamykasz się w sobie, nie rozmawiasz z nikim, bo każde wspomnienie o tym zadaje kolejny bolesny cios. Odcinasz się i starasz się zapomnieć jak bardzo zostały zniszczone twoje uczucia. Nie chodzi nawet o miłość lecz o to co nazywamy zaufaniem. Oddałaś się cała i w całym stopniu otworzyłaś się przed osobą,  która w ułamku sekundy zniszczyła cześć twojej psychiki.
Mija czas. Bardzo wolno ale dzięki pomocy przyjaciół udało się pogodzić z sytuacją. Zapomnieć o wyrządzonych krzywdach. Kiedy teraz się zastanawiasz dlaczego tak się stało?  Juz wiesz ze zawiniliście oboje. Zbytnio się pospieszyliście, za mało czasu daliście sobie. A pośpiech w każdej sytuacji prowadzi do porażki.



niedziela, 4 września 2016

Miłość bywa bolesna


Zapraszam do czytania :) 


    Pierwszy kontakt, pierwsze spotkanie. Pamiętasz jakby to było wczoraj. Widzisz oczyma wyobraźni jego twarz… te oczy przepełnione głębią jakiej nikt nie ma, włosy uczesane w specyficzny sposób, ręce które cię obejmują gdy się spotkacie. 
    Widzisz go codziennie, codziennie patrzycie sobie w oczy, mówicie ciche „cześć” na powitanie, uśmiechacie się do siebie. Nie znasz go zbyt dobrze, w końcu wasze spotkanie miało miejsce zaledwie kilka dni temu. A jednak wiesz, że jest inny, czujesz się przy nim bezpiecznie. Kiedy zatapiasz się w jego spojrzeniu widzisz, że nie jesteś mu obojętna. 
     Ale… właśnie, w tych chwilach czujesz strach. Strach przed odrzuceniem, poniżeniem. Powoduje on, że zatrzymujesz się w miejscu chociaż droga przed tobą daleka. Z drugiej strony chcesz go bliżej poznać, dowiedzieć się jaki jest naprawdę. Wtedy przekonuje cię do kolejnych spotkań sam na sam.        Zaczynasz mu ufać, z kolejnymi dniami coraz bardziej. Wspominając chwile z nim spędzone bezwiednie na twoich ustach gości uśmiech, ale nie sztuczny. Najszczerszy na jaki cię tylko stać. 
     I tak jest przez kolejny miesiąc, dwa, trzy i kiedy chcesz mu wyznać swoje uczucia słyszysz jego rozbawiony głoś „stary, przecież to tylko zakład, ona nic dla mnie nie znaczy, za niedługo się o tym przekonasz”
    Twoje serce rozpada się jak domek z kart. Prawda wychodzi na jaw, dałaś się oszukać. Teraz wiesz, że twoje obawy były słuszne. Ludzie wytykają cię palcami, posyłają szydercze uśmiechy, a w tym wszystkim on. Z jakiegoś powodu jednak nie jest mu do śmiechu. Wie, że cię skrzywdził. 
    Twoja psychika ma już dość, płaczesz godzinami w poduszkę. Zamykasz się w  swoim własnym świecie i nie reagujesz na bodźce z zewnątrz. 
    Mija miesiąc, nadal jesteś załamana i nie obecna. Twoje oczy z każdym dniem są coraz bardziej czerwone, a ciało opada z sił. Twój oprawca widzi to i nie może już znieść samego siebie. Wie, że jesteś dla niego ważna ale duma którą okazał przy kolegach skutecznie cię od niego odstraszyła. On to wszystko wie. Wie, że już nie chcesz na niego patrzeć, a jednak próbuje. Podchodzi o ciebie i mówi co czuje. Otwiera się przed tobą jak jeszcze nigdy. Mówi dwa słowa które powodują, że twoje serce zaczyna bić szybciej „kocham cię”. W twojej głowie dudni jednak słowo STOP i jedno pytanie - zaryzykować czy nie?


Kolejne coś, co pomogło mi wyrazić moje uczucia. Z dedykacją dla kolegi, któremu mam nadzieję, że się spodoba ;) 

sobota, 3 września 2016

Wspomnienia

Zapraszam do czytania :)   



 Pierwsze dni twojego życia, nie pamiętasz ich, nie wiesz co robiłeś, co myślałeś. Nic nie pamiętasz z tamtego okresu.
   Potem dorastasz i zapamiętujesz coraz więcej. Pamiętasz już chwile radości z rodziną i przyjaciółmi, chwile bólu i smutku kiedy zbiłeś sobie kolano. I właśnie wtedy zapamiętujesz osobę, która była przy tobie w każdym momencie. Pamiętasz jego. Siwe od starości włosy, pomarszczone od pracy dłonie i ten jeden jedyny uśmiech… uśmiech, którego nie sposób zapomnieć ani podrobić, którego nie można zapomnieć. To właśnie on wniósł w twoje życie dodatkowe wspomnienia. 
   Kolejne lata mijały, a twoje wspomnienia nabierały na sile, było ich coraz więcej. Pamiętasz jak był przy tobie w tych lepszych i gorszych momentach, jak zabierał cię na lody, kupił Kubusia w szklanej butelce, jak otaczał cię swoją opieką. Czułaś się przy nim dobrze, bezpiecznie. Wiedziałaś, że z jego pomocą możesz „przenosić góry”.
   Teraz już przelotnie pamiętasz sytuacje z nim związane, chwile kiedy byliście razem. Jego twarz dalej pozostaje w twojej głowie ale nigdy do końca już jej sobie nie przypomnisz. Nie będziesz w stanie odwzorować wszystkich szczegółów. Mimo to nadal wiesz jaki był dla ciebie, wiesz że zawsze ci pomagał, że najlepiej jak tylko potrafił opiekował się tobą. 
   I teraz kiedy siedzisz i o nim pomyślisz pozostaje tylko jedno, słowo DZIĘKUJĘ- wymawiane kiedyś przez niego a teraz przez ciebie do wspomnienia o nim. 
  O dziadku, który zawsze będzie w twojej pamięci.




Witam was serdecznie, to krótkie- opowiadanie coś w tym rodzaju napisałam pod przypływem emocji, dla mojego dziadka którego już przy mnie nie ma.
Mam nadzieję, że się spodobało jeśli tak to piszcie w komentarzach, pozdrawiam ;) 

piątek, 24 czerwca 2016

Szkolne czasy- wielka miłość

 Serdecznie zapraszam do kolejnego opowiadanie, które aktualnie piszę. Mam nadzieję, że się spodoba. Jeśli tak to wasze komentarze będą mile widziane ;)

BlerWilows


 Kolejny dźwięk budzika zwiastował następny męczący dzień szkoły w liceum Konoha. Piękna blond włosa dziewczyna właśnie otwierała swe niebieskie oczy i budziła się do życia. Dla niej samej każdy dzień wyglądał tak samo. Mianowicie poranne czynności potem śniadanie, szkoła, powrót do domu, lekcje, wolny czas i w końcu noc. Strasznie nudziło ją takie życie, ale cóż jak trzeba to trzeba.
Ospale podniosła się z łóżka i poszła do łazienki aby wykonać poranne czynności. Gdy wyszła, miała na sobie mundurek szkolny; białą bluzkę, krawat, spódniczkę w kratkę ( w jej przypadku trochę krótszą od autorskiej wersji projektanta ), lekko podkreślone rzęsy, ponieważ nie lubiła na siebie nakładać, jak to mówiła tony tapety oraz wysoko upiętego kucyka. Jej włosy były gęste i długie przez co wszystkie dziewczyny jej ich zazdrościły. Spakowała torbę i ruszyła do kuchni na śniadanie. Gdy stanęła w drzwiach pierwsze co usłyszała to przywitanie z ust rodziców.
- Hej- opowiedziała siadając przy stole i zabierając się do śniadania.
- Słyszałam, że dzisiaj do waszej klasy ma dołączyć nowy kolega, prawda to?- zapytała mama Ino.
- Ta.- usłyszała w odpowiedzi.
- Ale rozmowna jesteś.- powiedział ojciec patrząc na Ino znad gazety.
- Spać mi się chce… Tatoooo… podwieziesz mnie?- zapytała z miną kota w butach ze Shreka.
- Dziecko, sam jestem zmęczony… Noo, dobra, ale wracasz sama.- powiedział po chwili zastanowienia.
- Dobrze.- powiedziała z uśmiechem.
- A wracając do tematu, to jak ma na imię ten nowy?- ponownie zapytała mama.
- Eeee…Hmmm….coś na G.- odpowiedziała po dłuższej chwili zastanowienia.
- I tylko tyle?
- A co ja jestem? Wikipeia?
- Eh a jak wygląda?- dopytywała się.
- Nie wiem. Podobno to brat Temari i Kankuo  Sabaku. Ma chyba rude włosy, i to tyle.
- Dobrze. Już cię nie męczę. Szybko jedz, bo się spóźnicie.- powiedziała Mimiko i dała córce drugie śniadanie do szkoły.
- W takim razie my już jedziemy.- powiedział pan Yamanaka i ucałował żonę w policzek, po czym wraz z córką opuścił dom i ruszył w stronę szkoły.
***
Skierowała swe kroki do szkoły, lecz po drodze wpadła na jakiegoś rudego kolesia, którego nawiasem mówiąc nigdy nie widziała.
- Patrz jak chodzisz, matole!- krzyknęła wkurzona Yamanaka.
- Ty też blondyno!- odwdzięczył się nieznajomy.
- Jak mnie nazwałeś ?!- teraz Yamanaka zdenerwowała się na serio.
- Nie dość, że głupia to jeszcze głucha… - powiedział bardziej do siebie, czerwono włosy.
- Co za palant.- mruknęła Ino.
- Ty, bez takich…
- A co, zrobisz mi coś?- zapytała zbliżając się do niego.
- Jeżeli tak bardzo prosisz…
Oboje patrzyli sobie w oczy ale po chwili, w tym samym momencie ruszyli w kierunku szkoły.
Kiedy Ino już była w budynku podszedł do niej Kankuro.
- Cześć, Ino!- zaczął rozmowę.
- A… witaj. Co tam u ciebie?
- Wszystko w porządku, a u ciebie?
- Też ok, ale powiesz po co przyszedłeś? Bo porozmawiać to raczej nie.- uśmiechnęła się .
- Wiesz co.- oburzył się, ale po chwili dodał- Dobra tym razem masz rację. Chodzi o mojego małego kuzyna, Toshiego. Jutro o 18 cała moja rodzina wybywa z domu i chciałem się zapytać, czy dałabyś radę się nim zająć.
- Hmm, spoko dam radę. To o której?
- Od 18 , i mama powiedziała żebyś u nas przenocowała.- powiedział z uśmiechem na ustach.
- Dobrze, wpadnę… a jakby się plany pozmieniały to daj znać.- popatrzyła na zegarek i szybko ruszyła do swojej klasy.
Kilka minut później siedziała już w swojej ławce. Przed nią znajdowała się jej przyjaciółka Sakura, która również siadała na miejsce.
- Hej…
- Siema, wiesz coś na temat Hinaty i Naruto? Nasz chytry plan zadziałał?- zapytała z szerokim uśmiechem.
- Tak… po tym jak zostawiłyśmy ich w tym barze to…a z resztą co ja będę mówiła jak odpowiedź stoi w drzwiach.- powiedziała i pokazała głową w stronę wejścia do klasy.
Ino popatrzyła w tamtą stronę, a jej uśmiech powiększył się bardziej. Mianowicie w drzwiach stał Naruto i całował się z Hinata.
- No nareszcie Naruto!- krzyknęła, a para odskoczyła od siebie i spaliła buraka.
- A wiesz, że mamy w klasie nowego? – zapytała uradowana Haruno.
- Coś słyszałam.- odpowiedziała lakonicznie Ino.
- Podobno straszny przystojniak, babeczka z kremem normalnie.
- A ty czasem nie jesteś w związku z Uchihą? – zapytała z uśmiechem.
- Jestem ale ten fakt nie zabrania mi marzyć o innych ciachach.
- Mam inne zdanie.- nagle obie usłyszały głos Sasuke. Uchiha usiadł obok Sakury, a jego dziewczyna starała się go udobruchać.
Wtedy Yamanaka nie wytrzymała i zaśmiała się troszkę zbyt głośno, bo jej koleżanka obróciła się w jej stronę z mordem w oczach.
Gdy już ochłonęła do sali wszedł wychowawca klasy, Kakashi Hatage. Szaro włosy mężczyzna stanął na środku klasy i powiedział:
- Drogie dzieciaki!
- My nie jesteśmy dziećmi!- krzyknęli z ławki Naruto i Kiba.
-Eh…no więc droga młodzieży…- zrobił pauzę i gdy nie usłyszał sprzeciwu kontynuował.- Do naszej klasy dołączył nowy uczeń.
Wtedy przez drzwi wszedł rudowłosy chłopak i zaczął rozglądać się po zgromadzonych uczniach. Mimowolnie jego wzrok zatrzymał się na blondynce, która obrzuciła go swoim krytycznym spojrzeniem i prychnęła.
- Przestaw się.- zachęcił go Hatage.
- Gaara Sabaku.- odezwał się nowy.
- Dobrze, a więc usiądziesz z … Ino.
Dziewczyna zamarła. No co to miało być. Jakby miała go za mało na przewie to jeszcze będzie z nim siedziała na lekcjach.
Gaara ruszył do Ino i usiadł obok niej. Yamanaka udawała, że go nie widzi i nawet dobrze jej to wychodziło, do czasu aż Sabaku wziął do ręki jej zeszyt i bez słowa zaczął w nim grzebać.
- Co ty robisz? – zapytała zdziwiona.
- To ty umiesz mówić? Niesamowite…- zironizował chłopak nie zaszczycając jej spojrzeniem.
- Jak widać umiem a teraz bądź tak łaskawy i odpowiedz co robisz z moim zeszytem.
- Chcę sprawdzić co było na poprzednich lekcjach.
- A nie łaska poprosić?
-No nie mów, że będziesz robiła awanturę o głupi zeszyt.- cicho się zaśmiał.
- Nie, nie będę ale mógłbyś chociaż zapytać . – odpowiedziała spokojnie.
- A ty to co?
- Człowiek…i należy mi się chociaż odrobinę szacunku.- powiedziała szybko i stanowczo.
Gaara nagle zamilkł, zdał sobie sprawę ze znaczenia słów jakie wypłynęły z ust Ino. Oddał zeszyt dziewczynie i skupił się na lekcji.
Lekcja z Kakashim minęła bardzo szybko, lecz kiedy uczniowie mieli opuszczać klasę nauczyciel powiedział:
-Za dwa tygodnie organizowana jest dla naszej klasy wycieczka do kurortu wypoczynkowego z Aquaparkiem. Koszt to 300 złotych. Czy są chętni?
Oczywiście wszyscy zebrani podnieśli ochoczo ręce.
- W takim razie pokoje będą dwuosobowe, a płatność do końca tego tygodnia. A teraz możecie iść na przerwę.
Kiedy wszyscy wyszli większość osób zebrała się w grupkę. Naruto zaczął swą przemowę:
- Wiecie, w pokojach będziemy zapewnie po dwie osoby.
- No, Naruto logika poziom hard.- zironizował Kiba.
- Dobra, nie wymądrzaj się… Gaara! Chodź do nas!
Po chwili do zbiorowiska dołączył również czerwono włosy .
- Proponuję abyśmy podzielili się dziewczyna z chłopakiem. Ja z Hinatką, a reszta w waszych rękach.- powiedział.
- Jest nas parzyście więc może numerami, będzie przynajmniej sprawiedliwie. – dodał Shino.
Wszyscy w głowach przeanalizowali z kim są i w tym momencie można było usłyszeć protest Yamanaki.
- Ja nie chcę mieć pokoju z tym idiotą.- oburzyła się.
- Z kim? – zapytał Sasuke.
- Z nim.- wskazała głową Gaarę.
- Ino proszę… nie rób mi tego bo inaczej będę miał w pokoju tego zwierza (chodzi o Kibę).- powiedział błagająco  kolega.
- Nie, nie ma mowy… Tylko nie te oczy… Naruto… eh no dobra.- zgodziła się po dłuższej chwili.
- Kocham cię , wiesz?- rzucił się na blondynkę.
- Tak, ja ciebie też kuzynie…- powiedziała z uśmiechem.
- Ale ja ciebie naprawdę kocham, wiesz?- wyszczerzył swoje białe ząbki.
- Tak, wiem. A teraz na WF z Anko. – kiedy to powiedziała ruszyła z wszystkimi w stronę sali gimnastycznej.
~~
Po ukończonych lekcjach, klasa trzecia liceum wyruszyła w drogę powrotną do domu. Tylko kilka osób zebrało się na placu przed szkołą.
- To jak? Zbieramy się?- zapytała Ino.
- Eeee… wiesz ja pójdę odprowadzić Hinatkę.- Odpowiedział lekko zmieszany  Naruto.
- Spoko.- odpowiedziała obojętnie blondynka i sama ruszyła w stronę domu.
Kilka minut po wyruszeniu, usłyszała za sobą odgłos klaksonu samochodu. Przystanęła i obejrzała się. Okazało się, że w czarnym Fordzie Mustangu siedzi Gaara i trąbi aby Ino się zatrzymała.
„Matko… Czego on znowu chce?”- pomyślała  Yamanaka.
Czerwono włosy zatrzymał się przy chodniku i odsunął szybę po stronie pasażera.
- Wsiadaj, podwiozę cię.- zaproponował.
- Dziękuję, ale nie.- grzecznie odpowiedziała i ruszyła w stronę domu.
Gaara widząc poczynania dziewczyny ruszył powoli samochodem.  Równocześnie z tą czynnością powiedział:
- Naruto powiedział, że mieszkasz na Kwiatowej 19. Tak samo jak ja, a poza tym chciałbym z tobą porozmawiać.
Wtedy Ino gwałtownie się zatrzymała i bez słowa wsiadła do samochodu chłopaka, który ruszył w kierunku domów.
- A więc o co chodzi?- ciszę przerwała Ino.
- No… na przerwie podszedł do mnie prof. Orochimaru i powiedział, że na poniedziałek mam zrobić zaległą pracę z chemii. Zaproponował też, że mogę poprosić kogoś o pomoc. I tutaj zasugerował ciebie.- wytłumaczył cały czas patrząc przed siebie i lekko ściskając kierownicę auta.
- Rozumiem, chcesz prosić mnie o pomoc w referacie z chemii.- powiedziała.- Wybacz, ale nasze pierwsze spotkanie nie było najlepsze i szczerze wątpię abyśmy się dogadali.
- Wiem, pierwsze wrażenie nam nie wyszło i właśnie dlatego chciałbym zacząć od nowa. Co ty na to?- zapytał z lekką obawą w głosie, czy dziewczyna aby na pewno postąpi wraz z jego oczekiwaniami.
- Może masz rację, duga szansa się każdemu przyda.- powiedziała z lekkim uśmiechem, a Gaara zatrzymał samochód przed jej domem.
- Wpadnę po ciebie jutro, pa.- pożegnał się.
- Do zobaczenia.- również oddała uśmiech, szerszy i z większym entuzjazmem niż kiedykolwiek.
~~
Następnego dnia o umówionej godzinie czerwono włosy chłopak zapukał do drzwi państwa Yamanaka. Ubrany był w bordową koszulę odpiętą z góry, a do tego czarne spodnie. Po niespełna kilku minutach oczekiwania drzwi uchyliły się i Gaara ujrzał pana Inoichiego, ojca Yamanaki. Starszy człowiek spoglądał na niego nieufnym wzrokiem, lecz mimo to zaprosił gościa do środka.
- Jak masz na imię, chłopcze?- zapytał nonszalanckim tonem.
- Yyyy… nazywam się Sabaku Gaara.- odpowiedział szybko chłopak.
- Hmm… sprawiasz wrażenie wystraszonego, czy to przeze mnie?- zapytał ojciec Ino gładząc prawą ręką podbródek i spoglądając na Gaarę.
- Nie, wszystko w porządku.- wydusił z siebie.
W tej właśnie chwili do salonu weszła ino.
- Tatoo… nie strasz go.- zagroziła palcem z uśmiechem.- Wychodzimy. Gaara?
- A tak, tak. Do widzenia proszę pana.- czerwono włosy pożegnał się tak jak kultura wymaga i razem z blondynką poszli w stronę samochodu Gaary.

***

Kolejna część już wkrótce...